Przejdź do treści
Strona główna » rozpamiętnik » ledwie co wrześniowy wieczór

ledwie co wrześniowy wieczór

Ledwie co wrześniowy wieczór na werandzie.

Słodycz przejrzałych Jeżyn nazbieranych przed domem. Świsty Popielic nad głową. Ich dziki galop po stromiźnie dachu (jak one się na nim utrzymują?). Pierwsze, jeszcze nieśmiałe, porykiwania Jelenia z odległej doliny. Wspomnienie zaskoczonego spojrzenia przedzmrocznej Łani przy Jabłonce. Pojedyncze nawoływania Puszczyka. I znów Jeleń, na drugim końcu doliny. Niepełność Księżyca migocząca złoto między liśćmi. Nieustająca, niesłyszalna wręcz muzyka maleńkich Polnych Rumaków.

I naraz… ryk tuż obok, na osuwisku. A więc to już!

Nastały noce nie dla snu…