rozległa, przestrzenna
ostroskalna polana
zmęczenia
za mną
chciałabym – to już
za
mną
ten czas prze-
-męczenia,
zmęczenia ponad siły,
osamotnienia,
nie-
wypełnienia,
dopełnienia
xxx
w międzyczasie
zbocze rozpłomieniło się obfitością
a drzewna biel wróciła do domu
choć
zostawiła po sobie
niemowlęco owocne kulki
– zapowiedź purpury i soczystości
cierpkości
słodyczy
przeddomne pokrzywy
koją swą wyniosłą, świetlistą zielenią,
ożywiają gorącą zupą
xxx
kładę się – (mgnienie) – na miękkiej, chłodnej trawie
pełnej mrówek, kroplistej Alchemilli i księżycościeżnych ślimaków
oddaję im
opuszczenie
wyczerpanie
poszukiwanie sensu
– wpuszczam między trawiaste źdźbła i korzenie
mrówki wynoszą je daleko poza dom i łąki i las
ślimaki rozpuszczają i mieszają ze srebrzystym lśnieniem
przyjmują mnie na swój ślimaczo-trawny sposób
pokrzywowy
mrówkowy
pomagają mi wrócić do siebie,
szukać drogi wśród falującej zieleni
rozplątują utrudzenie i samotność,
wbudowują w swoje ciała,
stają się nimi
ja już nie muszę
xxx
potrzebuję jeszcze wiele ślimaków i migotliwych, alchemillowych kropli
ale
trawa z dnia na dzień jest
gęstsza a pokrzywy
wyższe
