Przejdź do treści
Strona główna » o gilach, jeleniach i wschodach słońca

o gilach, jeleniach i wschodach słońca

Noc nie dla snu zupełnie. Lśniącookie kłębuszki buszują w gałęzistych gęstwinach, wypuszczając z siebie chmurki świstu. Jelenie ryczą wielogłośnie a Puszczyk dramatycznie im wtóruje. xxx Zasłuchałam się do czwartej. Godziny Ciszy. Jelenie milczą. Mam nadzieję,… Czytaj dalej »noc nie dla snu zupełnie

noc nie dla snu zupełnie

Ledwie co wrześniowy wieczór na werandzie. Słodycz przejrzałych Jeżyn nazbieranych przed domem. Świsty Popielic nad głową. Ich dziki galop po stromiźnie dachu (jak one się na nim utrzymują?). Pierwsze, jeszcze nieśmiałe, porykiwania Jelenia z odległej… Czytaj dalej »ledwie co wrześniowy wieczór

ledwie co wrześniowy wieczór

Na ile sposobów dzisiejszego bladego, nabrzmiałego przedporanka, wnika we mnie zieleń? Buduje mnie. Stwarza. Ożywia. Dopełniona furkotliwą obecnością sikorek. Błyskaniem karminowych brzuszków gili. Ich łatwo uchwytnym – łagodnym i nieledwie realnym – pi… pi…. Chrzęstem… Czytaj dalej »na ile sposobów

na ile sposobów

Popołudnie przepływa zwolna pod zielonym, rozświetlonym sklepieniem. Muskają się nawzajem liście buków, leszczyn i jaworów. Jeżyn, pokrzyw i trzcinników. Żywość. Wilgoć. Chłód. Niepojęte, gdy na zewnątrz taki żar. Ziemia faluje od niepowstrzymanych, mrówczych wędrówek. Rozbzyczane… Czytaj dalej »popołudnie przepływa zwolna

popołudnie przepływa zwolna

Piąta. Zaskakująco cicha po nocnym, oszałamiającym pasikonikowaniu. Rojnym. Wibrującym. Zadziwiająco niskochmurna i płaska. Ciasna po przejrzystej, po przestrzennej gwiaździstości. Łyk parującej kawy. Oddech głęboki. Sycący. Przymknięcie powiek. Krok w tył, do sennego przedsionka. W nim… Czytaj dalej »piąta zaskakująco cicha

piąta zaskakująco cicha

Skulona. Skurczona. Ściśnięta brunatnymi, omszałymi złociście łuskami. Chroniona. Odcięta. Nie umiem przeniknąć przez tę ciasną troskę. Nie mogę zobaczyć świata. Ale czuję. Wciąż potrafię go czuć. xxx Szarość płaskiego nieba. Chłód zakwitający na wspomnieniu skrzypiącego… Czytaj dalej »skulona

skulona

Na szczęście to jeszcze czas poranków podniebnych. Przedsłonecznych. Nawet wtedy, gdy zagląda do nas wiatr. Przeszłe liście skrzypiąco kapią z drzew. Ptasiopieśni przysiadają na gałęziach. Czczcz. Pipi. Pipi. Pipi. Kraaa. Kraaa. Ti. Ti. Ti. Tiiii.… Czytaj dalej »na szczęście

na szczęście

Niebo zastygło. Spłaszczyło się w szarości. Bezwiatr. Odrętwienie. Wsłuchuję się w przestrzeń, usiłując wykrzesać choć ptaki. Przecież tu są. Przecież widuję je każdego dnia w czeluściach leszczyny. Ale może przycupnęły już bezgłośnie w swoich snach.… Czytaj dalej »niebo zastygło

niebo zastygło

Noc pełni księżycowej i zupełnej bezchmurności. Mój sen przenika mroźne, szkliste chrupanie. Są! W jednaj chwili wysuwam się z ramion Morfeusza i spomiędzy kotów. Już kilka razy badały, czym jest ten chrzęst – i teraz… Czytaj dalej »noc pełni księżycowej

noc pełni księżycowej

Słońce obudziło mnie łaskotaniem w twarz. Wsłuchałam się w siebie i usłyszałam szept niedokończonego snu. Chętnie obróciłabym się na bok i uciekła promieniom, ale unieruchamiał mnie słodki ciężar. Otwarłam lekko jedno oko i zobaczyłam rudo-buro-białe… Czytaj dalej »słońce

słońce